krokus  

Statystyka w medycynie

Statystyka w medycynie akademickiej

Przemyślenia doktora Hamera odnośnie stosowania statystyki w dotychczasowej medycynie szkolnej oraz jej wątpliwych "sukcesów”. 

Głównym celem każdej statystyki jest zbieranie faktów np. w formie wykresów. Z drugiej strony zestawia się ze sobą szereg faktów. Trzeci krok polega na porównywaniu parametrów, albo krzywej danego zbioru A z parametrami, albo krzywą przedstawiającą dane zbioru B. Kryteria dokonywania tych porównań wybierane są dowolnie. Zarówno wykonany rachunek jak i wnioski formalnie są w porządku. Tzw. odkrycia w medycynie szkolnej były dotychczas dokonywane zawsze w oparciu o statystykę. Tak długo, jak długo sumuje się fakty, statystyka jest dyscypliną legalną. Jeżeli jednak statystyczne fakty różnego rodzaju wiąże się ze sobą przyczynowo, zaczyna się błędne postępowanie.

Przykład 1)
Populacja bocianów zmniejsza się (fakt).

Coraz mniej dzieci przychodzi na świat (fakt).

Jeżeli powiąże się te dwa różne fakty przyczynowo ze sobą to otrzyma się błąd statystyczny, a mianowicie: bociany przynoszą dzieci.

Przykład 2) 

Pasterze mieszkający na Kaukazie nie chorują na raka (fakt). 

Pasterze z Kaukazu jedzą dużo sera owczego (fakt).

Statystyczny wniosek: ser owczy działa przeciwrakowo, zapobiega powstawaniu raka. (urzędowa tabela - wynik pracy Ordynariatu Profilaktyki Raka przy Uniwersytecie w Heidelbergu koło Mannheim)

Statystyka jest, według mnie, narzędziem badawczym o bardzo wątpliwej jakości. Przykład: a) produkuje się coraz więcej samochodów b) buduje się coraz więcej dróg. Możliwości badania statystycznych zależności:

  1. ponieważ przybyło samochodów, musiano budować więcej dróg 
  2. im więcej budowano dróg, tym więcej produkowano samochodów 

Dla większości fenomenów posiadamy tylko ograniczoną ilość informacji (nie mówiąc o trudnościach w zdobywaniu informacji na temat okoliczności występowania tych fenomenów), ponieważ zbieramy je tylko tam, gdzie jest łatwiejszy do nich dostęp. Dotyczy to np. badania statystycznego o śmiertelności w powiązaniu z danymi geograficznymi, sposobem odżywiania się,  stopniem zanieczyszczenia powietrza itp. Błąd polegał na tym, że z setek możliwych przyczyn wybierano jedną, która wydawała się pasować i konstruowano z tego statystyczne prawdopodobieństwo, bez zajmowania się innymi możliwościami. I tak np. Nie brano nawet pod uwagę np. faktu, że pasterze kaukascy cały rok pozbawieni są możliwości przeżycia jakiegokolwiek konfliktu.

Podobnie domniemane wyniki można uzyskać, jeżeli prowadzi się np. badania wśród grupy niezamożnych ludzi zamieszkujących obszary z dużym zanieczyszczeniem powietrza przez wyziewy przemysłowe, albo inne chemikalia i porównuje się je z badaniami grupy ludzi, którzy żyją na terenie nieskażonym. Przyjmuje się, że u ludzi, żyjących w Bitterfeld albo Leuna (ośrodki przemysłu chemicznego), zanieczyszczenie środowiska jest najbardziej znaczącym czynnikiem. Nie zastanawiają badaczy jednak odpowiedzi na takie pytania, jak:

• jaką socjalną warstwę reprezentuje badana grupa?

• pochodzi ona z obszarów dotkniętych wysokim bezrobociem, albo na którym grozi bezrobocie wskutek redukcji miejsc pracy, masowego zwalniania, jak np. na terenach, gdzie dominuje przemysł ciężki?

• czy świadomość mieszkańców na terenach z wysokim zanieczyszczeniem środowiska w kombinacji z negatywnymi sensacyjnymi meldunkami z prasy może być czynnikiem ułatwiającym przeżycie konfliktu? (np.: pewnej wiosny przez dłuższy czas nadawane były w mediach makabryczne wiadomości o dzieciach, które przyszły na świat ze zdeformowanymi górnymi kończynami. Przyczyną tego jest podobno zanieczyszczenie Morza Północnego i Bałtyku, nad którym żyją matki tych dzieci!) • czy może zwyczajnie brak nadziei, bieda i strach, w którym teraz, po połączeniu się Niemiec, jak i przed ich zjednoczeniem żyli ludzie z okolicy Bitterfeld albo Leuna, są ważniejszymi czynnikami w powstawaniu chorób? 

• jaki wpływ na przeżywanie konfliktów ma kombinacja niskiego stanu socjalnego (wraz z wynikającymi z tego konsekwencjami) i poziomem świadomości u pracownika, który jest narażony na kontakt ze szkodliwymi chemikaliami, mogącymi podobno zdolność wywołania  raka? Naturalnie nie istnieją żadne statystyki, przeprowadzone w oparciu o wiedzę Nowej Medycyny.

Gdyby takie istniały, to ukazałyby się nam zupełnie inne zależności, które na dodatek można by bardzo dokładnie udokumentować.

Stwierdzono, że zaaplikowanie aniliny doprowadza do brodawczaków pęcherza, brodawczaków miedniczek nerkowych, albo brodawczaków błony śluzowej odbytu. Germańska Heilkunde ma na to proste wytłumaczenie: Osoby, których te objawy dotyczą, mogły wskutek zmiany koloru i woni moczu oraz stolca przeżyć biologiczny konflikt typu „nie móc zaznaczyć rewiru”. Jeżeli uderzył taki DHS®, to konflikt ten może (przeżywają go zarówno zarówno kobiety, jak i mężczyźni w charakterystyczny dla nich sposób) prowadzić do owrzodzenia miedniczek nerkowych, owrzodzenia pęcherza. U praworęcznych kobiet i leworęcznych mężczyzn takie objawy na organie spowodowane byłyby przeżyciem konfliktu typu „nie móc się utożsamić” oraz konfliktu typu „złość o rewir”. Brodawczaki są już zrogowaciałym stanem po SBS-ie. Do tej pory diagnozowano je jako nowotwory, ale w gruncie rzeczy były to nieszkodliwe brodawki. Jeżeli użyjemy do badań populację ludzi mieszkających w pobliżu elektrowni atomowej (są to ludzie niezamożni) i przeciwstawimy im grupę statystyczną osób nie mieszkających w pobliżu reaktora atomowego (którym przeważnie się  lepiej powodzi) to wynikiem takiego zestawienia będzie wniosek, że ludzie biedni częściej chorują na raka, jak ludzie z grubym portfelem. W statystyce jednak mówi się wówczas, że częściej zapadają na raka ci, którzy mieszkają w pobliżu reaktora. Ja sam nie znam żadnego bogatego człowieka, który mieszkałby dalej w miejscowości, w pobliżu której planuje się budowę reaktora. Sprzeda on natychmiast swój dom i przeniesie się gdzie indziej. Niezliczona ilość badań statystycznych opiera się na podstawowej obserwacji: ludzie biedni cierpią częściej na choroby, jak ludzie bogaci.

W każdym podręczniku onkologii można wyczytać, że obrzezanie zapobiega nowotworowi szyjki macicy, działa więc przeciwrakowo. Zarówno badania dotyczące tego fenomenu jak i ich idiotyczne interpretacje powstały w następujący sposób: Lekarze przebadali statystyczną grupę gospodyń domowych w Izraelu w celu sprawdzenia, ile z nich zapada w ciągu pięciu lat na nowotwór szyjki macicy. Dla porównania przebadano grupę arabskich prostytutek, które naturalnie miały stosunek płciowy z różnymi mężczyznami, niezależnie od tego, czy byli oni obrzezani, czy też nie. Kobiety te, zarabiające na życie prostytucją zapadały naturalnie o wiele częściej na nowotwór szyjki macicy, jak gospodynie domowe. Z tego badania wysnuto wniosek, że przyczyną tego stanu rzeczy może być tylko fakt, że kobiety izraelskie mają kontakt seksualny tylko ze swoimi obrzezanymi mężami, a prostytutki natomiast z wieloma, również nieobrzezanymi mężczyznami. Z tego z kolei wysnuto konkluzję, że męska smegma powoduje raka. Doskonały pseudonaukowy dowód! Dla każdego, kto posiada wiedzę Germańskiej Nowej Medycyny, wszelki komentarz do tego statystycznego dowodu jest całkowicie zbyteczny.  Wymowa statystyki cierpi z tego powodu, że przy dwóch badaniach podobnych grup statystycznych ustala tylko jedną przyczynę, a 49 pozostałych ignoruje. Taka medyczna statystyka nie może cieszyć się mianem nauki. Statystyka była zawsze liczbowym zestawieniem faktów, domniemane przyczyny były tworzone na drodze przypuszczeń. Retrospekcyjnie sprawę ujmując, trzeba powiedzieć, że zestawienia statystyczne posiadały duże braki, gdyż opierały się tylko na płaszczyźnie organicznej i operowały, nie tylko bez wiedzy o prawie dwufazowości zachorowań, lecz również nie uwzględniały płaszczyzny odczuciowej  i mózgowej oraz znaczenia lateralizacji. O kryzysach epileptycznych, jako najczęstszej przyczynie zgonu, lepiej nie wspominać. Dzisiaj mamy prawo powiedzieć, że większość statystyk medycznych była bezsensowna i bez jakiekolwiek wartości.

Rak wątroby jest najczęściej występującym rodzajem nowotworu w wielu krajach Afryki i Azji.

Mozambik

 70% wszystkich  nowotworów

Senegal

 67%                  "

Bantu w  Afryce Południowej

 50%                  "

Indie, Chiny, Taiwan i Filipiny

 20%                  "

USA, Kanada i Europa Zachodnia

 2-3%                "

( Neymayr, A. And Weiss, W.: Liver tumor-new aspects. Hepatogastroenterology 28:  1, 1981) 

Jak nam wiadomo z Germańskiej Nowej Medycyny nowotworowi wątroby odpowiada w płaszczyźnie odczuciowej konflikt biologiczny typu ”strach przed wygłodzeniem”. Nie ma się więc czemu dziwić, że na obszarach dotkniętych polityczną zawieruchą, stanami wyjątkowymi i klęskami głodowymi, liczba chorych na raka wątroby jest 35 razy większa, jak na obszarach gwarantującym wyżywienie; jak USA, Kanada i Europa Zachodnia.    Statystycznie ujęte czynniki powodujące raka szyjki macicy: niski, socjalno-ekonomiczny status, rasa (czarnoskóre kobiety zapadają dwa razy częściej jak białe), zbyt wczesne zawieranie małżeństwa, wczesne rozpoczynanie współżycia seksualnego, poligamia. Z tego wywnioskowano, że męska sperma działa rakotwórczo. ( Swan, S.H., and Brown, W.L.: Vasectomy and cancer of the cervix. N. Engl.J.Med. 301:46, 1979)  Uwzględniając wiedzę Germańskiej Nowej Medycyny, która mówi, że rak szyjki macicy (u kobiet praworęcznych) zostaje wywołany w płaszczyźnie odczuciowej przez konflikt seksualny, nikogo więc nie powinno dziwić, że im wcześniej i bardziej intensywnie uprawia się seks, tym wyższe jest prawdopodobieństwo przeżycia konfliktu seksualnego.

Statystyka sukcesów w dotychczasowej medycynie

Z zasady nie uwzględnia się w statystyce żadnych nieleczonych przypadków chorobowych (bez operacji, bez napromieniowań, bez chemoterapii itp.!) Jedynym przedstawicielem medycyny szkolnej, który ostrożnie wspomniał o tym braku w statystyce w swojej książce pt. „Cytostatyczna chemioterapia zaawansowanych epitelialnych nowotworów” jest Abel (Heidelberg). 

Po odkryciu każdego nowego lekarstwa przeciwko „rakowi” pytam zawsze: pomaga ono w fazie aktywnej konfliktu, czy w wagotonicznej fazie pcl? Nie może być bowiem możliwe, aby pomagało ono w obywdwu tych fazach jednocześnie, ponieważ  te fazy całkowicie od siebie się różnią. Powinno to być dla każdego jasne jak słońce, że w obydwu fazach, różniących się między sobą wszystkimi możliwymi parametrami, nie może „pomagać” jedno i to samo lekarstwo. Pomijam tutaj naturalnie problem, jak dalece ma sens leczenie sensownego naturalnego procesu wagotonii. Na podstawie wiedzy o ontogenetycznym systemie nowotworów można udowodnić, że cytostatyki wzmacniają dodatkowo proces nowotworowy, który znajduje się w fazie aktywnej, ponieważ działają stresowo, pobudzająco. W fazie pcl natomiast uniemożliwiają prawidłowy przebieg wagotonii. Blokują pracę, odpowiedzialnych za prawidłowość procesu wagotonii, mikrobów. O pozornym sukcesie stosowania cytostatyków możemy najwyżej mówić przy nowotworach sterowanych przez nowy mózg i znajdujących się w fazie pcl, ponieważ przy ich pomocy blokujemy natychmiast każdy przebieg wagotonii. Obserwujemy to w zachorowaniach organów pochodzenia mezodermalnego, jak np. w raku kości (mięsak i białaczka w fazie pcl), albo przy śródmiąższowej martwicy jajnika i jądra (w fazie pcl puchnie jądro i cysta na jajniku, które w późniejszym stadium twardnieją) albo przy martwicy węzłów chłonnych (w fazie pcl: chłoniak). Każde owrzodzenie, każdy absces, nawet każdy obrzęk spowodowany ukąszeniem pszczoły można „zlikwidować” przy pomocy cytostatyków. Cytostatyki utrudniają i blokują tylko przebieg fazy pcl wszystkich zachorowań organów pochodzenia mezodermalnego i osiągają wyłącznie symptomatyczne, pozorne sukcesy w leczeniu.{mospagebreak}

Bardzo interesująca jest praca habilitacyjna Cl. Rohwedder, dypl. psychologa i lekarki (1978) z Kliniki Uniwersyteckiej w Hamburgu. Statystyczniej ocenie poddano 445 pacjentów cierpiących na raka nabłonka płaskiego oskrzeli i gruczolako-raka pęcherzyków płucnych. („Statystyczne badania raka oskrzeli”). Obszerność tej pracy dowodzi, że statystyczna analiza powyższych przypadków chorobowych jest niezmiernie trudna. Tylko 10% wszystkich przypadków nadawało się do zoperowania. Chirurg wyszukuje sobie do operacji tylko takie przypadki, które nadają się do tego zabiegu. Dlatego osiągnięcia chirurgii są o wiele lepsze, jak przy radioterapii i chemoterapii. Po upływie 119 tygodni (około 2 lata) zmarł ostatni pacjent i to taki, który nie cierpiał na żadne dolegliwości, niedodmę odkryto u niego zupełnie przypadkowo. Większość przypadków śmiertelnych miała miejsce już po upływie pierwszego miesiąca. Prawie wszyscy pacjenci zmarli po upływie 3 do 4 miesięcy. Spośród odkrytych przez przypadek nowotworów płuc, 11% (83 pacjentów) było rodzaju adeno-ca (gruczolako-raka). W przeszłości przypadki takie wcale nie zostałyby wykryte, a jeżeli już, to diagnozowano by je jako gruźlicę. Interesujący jest fakt, że około 30% pacjentów odmówiło leczenia. Czy z tej grupy ktokolwiek przeżył swoją dolegliwość, (krócej, albo dłużej) niestety, nie zbadano, a byłoby to bardzo interesujące w obliczu druzgocącego „sukcesu” medycyny szkolnej, pod „opieką” której, po upływie 119 tygodni zmarli wszyscy pacjenci. Spróbujmy dane te ocenić z punktu widzenia Germańskiej Nowej Medycyny:

Rak nabłonka płaskiego oskrzeli i cysty nabłonka płaskiego szczątkowych dróg skrzeli w śródpiersiu.

Diagnoza zostaje postawiona w fazie pcl (u pacjentów z dolegliwościami), albo po fazie pcl. (u pacjentów bez dolegliwości). A więc konflikt został już zakończony. Gdybyśmy takich pacjentów „dostali w ręce” jeszcze przed  negatywną (wpędzającą w strach) diagnozą i prognozą medycyny szkolnej, to 95%  tych znajdujących się już w fazie pcl pacjentów, z pewnością przeżyłoby.

Gruczolako-rak pęcherzyków płucnych

Prawie wszyscy pacjenci (poza nielicznymi wyjątkami, które znajdowały się w fazie ca) byli w fazie pcl, albo już po niej. Większość pacjentów ma mniejsze albo większe okrągłe ognisko w płucach, którego istnienie potwierdza przeżycie strachu o życie bliskiego członka rodziny (również bliskiego sercu zwierzęcia). Tego rodzaju ogniska zostają zupełnie przypadkiem po latach odkryte, zwykle podczas rutynowego badania radiologicznego. Ci pacjenci nie są już wcale chorzy. Brakowało im jedynie podczas fazy pcl wystarczającej ilości prątków gruźlicy, które spowodowałyby jamy (po redukcji tkanki). Wówczas nikt nie mówiłby o nowotworze. Praktycznie wszyscy pacjenci tej grupy dalej normalnie żyją. Łatwo zwątpić we wszelkie statystyczne zestawienia dostarczające dowodów o rzekomym pozytywnym albo negatywnym działaniu lekarstw w terapii raka, jeżeli wie się, że nie uwzględniały one nigdy Prawa Dwufazowości Zachorowań!  Zarówno psychologowie jak i statystycy medyczni nie uwzględniali wpływu prawo- albo leworęczności i przez to nie znali związanych z tym różnych zależności pomiędzy konfliktem oraz lokalizacją HH® w mózgu oraz wynikającym z tego rodzajem schorzenia w narządzie.

Leworęczna staruszka np. może zachorować, po przeżyciu zupełnie normalnego konfliktu typu „rewir”, na raka szyjki macicy, co u praworęcznej młodej kobiety jest możliwe tylko po przeżyciu konfliktu seksualnego (biologicznie patrząc: odczucie „nie być pożądaną”), co jest dla wielu psychologów nie do pojęcia.  Niewiedza o lewo- i praworęczności jest podczas wyciągania wniosków dla wielu statystyk prawdziwą katastrofą. Większość statystyk dotyczy domniemanych czynników rakotwórczych. Wszystkie te czynniki zostały rozpoznane na podstawie odpowiednich eksperymentów przeprowadzonych na zwierzętach. Zwierzętom odmawia się przy tym posiadania odczuć i inteligencji. Przy badaniach nie brano nigdy pod uwagę specyficznych biologicznych kodów mózgu różnych gatunków badanych zwierząt, ani nie korzystano z informacji etologii, ażeby znaleźć odpowiedzi na następujące pytania:

  1. jak dalece może mieć wpływ na wywołanie konfliktu u zwierzęcia, konfrontowanie go z określoną substancją, której szkodliwość powinien potwierdzić dany eksperyment,
  2. z jakim rodzajem chemikaliów zwierze konfrontowane jest w jego normalnych, naturalnych warunkach,
  3. jak dalece trzymanie zwierząt, na których przeprowadza się eksperyment,  w warunkach znacznie różniących się od ich środowiska naturalnego (jak np. więzienie w klatce itp.) stanowi czynnik konfliktowy, mający wypaczający wpływ na wynik eksperymentu,
  4. pod szczególnym znakiem zapytania stoi wreszcie pytanie: jak dalece jesteśmy upoważnieni do przeniesienia wyników takich badań do sfery ludzkiej.  

Działanie rakotwórcze formaldehydu zostało „udowodnione” w następujący sposób: Przez jeden rok, kilka razy dziennie, amerykańscy naukowcy wstrzykiwali szczurom, u których najczulszym organem zmysłu jest powonienie, formaldehyd w stężeniu tysiąckrotnie przewyższającym przeciętnie wdychaną dawkę, bezpośrednio do nosa zwierzęcia! (środka tego używa się normalnie tylko do dezynfekcji i szczury omijają „skażone” miejsce na dużą odległość). Niektóre z tych biednych, w najokrutniejszy, jaki można sobie wyobrazić, sposób torturowanych zwierząt, przeżyło najwidoczniej przy tym „doświadczeniu” DHS® i uległy rakowi błony śluzowej nosa. Ten sam efekt uzyskalibyśmy podczas badania na człowieku, gdybyśmy uwięzili go w taki sam sposób, jak to zrobiono z biednymi zwierzętami, a następnie cały rok, systematycznie kilka razy dziennie wstrzykiwali mu w nos ... stolec. W wyniku tego rodzaju badania można by wysnuć wniosek, że stolec... ma charakter rakotwórczy! Przypominam sobie dzisiaj jeszcze, jakie konsekwencje przyniósł swego czasu ten eksperyment, łącznie z masową histerią przeciwko formaldehydowi. W moim artykule „Rak i palenie tytoniu”33 cytowałem W.Donetenwill et.al. (pismo  poświęcone klinicznej onkologii i badaniom nad przyczynami powstawania raka 89, 153-180, 1977), który wykrył już w 1977 roku, że rak płuc nie powstaje wskutek palenia tytoniu. W przeprowadzonym w tym celu, trwającym kilka lat eksperymencie, torturowano nadmuchem dymu papierosowego przez całe ich życie tysiące chomików. Inna, porównawcza grupa chomików nie była wystawiona na działanie tego dymu. Stwierdzono, że żadne z tych zwierząt nie dostało raka nabłonka płaskiego oskrzeli, ani żadne nie dostało raka płuc. Wręcz przeciwnie, chomiki wystawione na działanie dymu z papierosów żyły dłużej (!), jak chomiki z grupy porównawczej. Właściwie po przeprowadzeniu tego eksperymentu powinna zamilknąć dyskusja na temat zależności zachorowań na raka od nałogu palenia tytoniu. Wynik powinien brzmieć: palenie tytoniu nie powoduje raka płuc.  

Wynik ten jednak został utajony, albo, lepiej powiedziawszy, zrewidowany po przeprowadzeniu eksperymentu na białych myszkach (krewne myszy domowej), które podobnie jak chomiki, zostały poddane nadmuchowi dymu papierosowego. Stwierdzono wtedy, że u niektórych myszek wystąpiły ogniska w płucach, a więc zaczął się rozwijać gruczolako-rak. Tego rodzaj raka dostaje zarówno zwierze, jak i człowiek po przeżyciu konfliktu typu „strach-przed-śmiercią”. W podsumowaniu tego eksperymentu stwierdzono: „Palenie nie powoduje wprawdzie raka oskrzeli, ale powoduje raka płuc.”  Od tego czasu nie mówi się już o raku oskrzeli w połączeniu z paleniem tytoniu, tylko o raku płuc. W taki to sposób powstają przekłamania w statystyce! Szczególną okolicznością jest fakt, że zwierzęta również odczuwają, jak my, ludzie. Ludzki embrion może również przeżyć konflikt motoryczny w łonie matki, w momencie, gdy usłyszy w pobliżu hałas, podobny do ryku lwa  (np. odgłos pracującej piły tarczowej). Embrion ma już zakodowane w mózgu ostrzeżenie przeciwko takiemu hałasowi. Chomikowi nie przeszkadza dym, ponieważ w normalnych warunkach jego egzystencji nie ma on dla niego znaczenia. Chomik żyje w pod ziemią głębokich norach i nie rozwinął podczas ewolucji kodu ostrzegawczego przeciwko dymowi. Natomiast dym z papierosa, albo dym każdego innego rodzaju powoduje  u myszy konflikt; w przeszłości myszy uciekały z domostw, które wydzielały zapach dymu, na długo jeszcze przed ukazaniem się płomieni. Mysz ma bardzo wyczulony zmysł powonienia oraz wrodzony kod, który każe jej reagować odczuciem paniki na zapach dymu. Może ona wskutek tego, przeżyć konflikt typu „strach przed śmiercią”, któremu towarzyszy gruczolako-rak płuc. Przeprowadzanie eksperymentów tego rodzaju ze zwierzętami możemy w przyszłości całkowicie zaniechać.  Można by tak jeszcze dalej kontynuować krytykę pseudonaukowej statystyki w medycynie. Pozwólcie, że postawię w tym miejscu prognozę, która przewiduje, że eksperymenty przeprowadzane z udziałem zwierząt będą w przyszłości zaliczane do najbardziej haniebnych występków naszego wieku, będą dowodem naszej nieopisanej ignorancji. Raka oskrzeli obserwowano początkowo głównie u mężczyzn – w przeszłości przede wszystkim mężczyźni byli palaczami tytoniu. Wniosek: rak oskrzeli zostaje wywołany paleniem tytoniu. Na podstawie wiedzy Nowej Medycyny wygląda to następująco:  

Rakowe owrzodzenie nabłonka płaskiego oskrzeli jest organicznie związane z konfliktem typu „strach o rewir”. Konflikt tego typu mogą przeżyć tylko mężczyźni (także kobiety z męskim typem odczuwania, oraz kobiety po przekwitaniu). Rakowi oskrzeli mogą ulec młode, leworęczne kobiety (w związku z depresją). Wskutek przewagi żeńskich hormonów, proces ten przebiega u nich bardzo łagodnie i rzadko zostaje wykryty. Z paleniem tytoniu nie ma on nic wspólnego.  W czasopiśmie „American Scientific”34 znajdujemy odpowiedź na pytanie, w jaki sposób doszło do wykrycia zależności pomiędzy paleniem tytoniu i powstawaniem raka.  Zostało w tym celu wymyślone pojęcie tzw. „stanu utajonego” i równocześnie przeniesiono problematykę z raka oskrzeli na „raka płuc” (raka pęcherzyków płucnych). Po dokonaniu tych zabiegów zbudowano następujący obraz:  „ Rak płuc jest chorobą XX wieku. Początkowo byli nią dotknięci tylko mężczyźni, ale w międzyczasie zaczęły mu ulegać również kobiety. Rak płuc jest odpowiedzialny w USA za około 2/3 wszystkich zgonów wśród mężczyzn, a w Anglii za około połowę zgonów. Od początku podejrzewano, że palenie tytoniu jest najbardziej prawdopodobną przyczyną raka płuc, ponieważ było ono rodzajem zanieczyszczenia powietrza, na działanie którego wystawieni byli początkowo mężczyźni, a później też i kobiety. Takie wyjaśnienie przyczyn trafiło na opór krytyki. Trudność polegała na tym, że trudno było pogodzić częstotliwość zachorowań na raka płuc z ilością wypalanych papierosów na głowę mieszkańca w różnych krajach. Problem ten rozwiązano po dokonaniu odkrycia długiego czasu inkubacji tej choroby. Wprawdzie wiele pytań pozostało w dalszym ciągu bez odpowiedzi, ale zasadniczy wniosek jest niewątpliwy. Palacz powiększa prawdopodobieństwo swojego zgonu wskutek raka płuc przeciętnie 10-cio do 50-cio krotnie. Przy czym dokładne dane zależą od tego, ile  wypala on papierosów na dzień, oraz w jakim kraju mieszka. Jeżeli w określonej grupie wielu palaczy porzuci palenie, to zmniejszy się też w niej umieralność na raka. Wszystko przemawia za tym, że rakowi płuc (rodzaj raka, na który najczęściej powoduje zgon) można by zapobiec, gdyby zabronić palenia papierosów”.  Jak doszło do tego typu statystycznych wyników? W bardzo prosty sposób: nie brano pod uwagę trzech istotnych czynników: W latach dwudziestych panował światowy kryzys gospodarczy, któremu towarzyszyło olbrzymie bezrobocie, nie istniały wtedy żadne instytucje socjalne, ani nie wypłacano zasiłków. Jednym słowem: przed pierwszą  wojną światową, oraz jeszcze wiele lat po niej, powszechne było uczucie strachu przed śmiercią i stąd częstotliwość zachorowań na gruźlicę wątroby i gruźlicę płuc była bardzo wysoka. Do jednych z największych osiągnięć naszej nowoczesnej higieny należy  wytępienie w latach trzydziestych XX wieku mykobakterii gruźlicy.{mospagebreak}

Wprawdzie w latach 30-tych, wskutek polepszonej sytuacji gospodarczej, notowano mniej zachorowań z ogniskami w wątrobie, albo w płucach (po 1939 roku ich ilość zwiększyła się wskutek wojny), ale za to, z powodu braku prątków gruźlicy, pozostawały w płucach diagnostycznie zauważalne jako „ogniska rakowe”, tzw. rak płuc. Według W.E. Müller („Die Infektionserreger des Menschen”, 1989, s.3) czytamy: „ Jeszcze w roku 1850 śmiertelność spowodowana gruźlicą było 50-cio krotnie wyższa, jak 50 lat później.” Udział gruźlicy, jako przyczyny zgonu, w USA, na 100 tyś. mieszkańców: 

rok 1900

  194

rok 1940

   46

 rok 1956 

     8 

(Documenta Geigy, wissenschaftl. Tabelen, 1960, s.632)

Gruźlica

Na temat tej choroby istnieje interesująca praca Citrona i Girlinga35. Czytamy w niej: „zwierzętom można wstrzykiwać większą ilość bakterii gruźlicy bez obawy wywołania u nich, bezpośrednio po zastrzyku zmian patologicznych. Dokładny mechanizm infekowania jest nieznany.” Po tym następuje obszerne wyjaśnienie, które wyczerpuje wszystkie komórkowo-patologiczne możliwości tej hipotezy: jak np. hipoteza oparta na działaniu fagów, hipoteza immunologiczna, hipoteza T-limfocytów itd. Udział mózgu i odczuwania przy tych rozważaniach nie są brane pod uwagę.  Historycy medyczni zauważyli jednak, że bieda i zachorowania na gruźlicę zawsze szły w parze: „W Wielkiej Brytanii, w czasie rewolucji gospodarczej w XVIII wieku epidemia gruźlicy zebrała takie żniwo, że wydarzenie to przeszło do historii pod nazwą „biała zaraza”. Z upływem czasu częstotliwość zachorowań stopniowo malała, bez stosowania jakichkolwiek środków zaradczych. Przyczyna tego leży prawdopodobnie w zmniejszonym ryzyku infekcji, polepszonych warunkach mieszkaniowych, lepszym wyżywieniu oraz zależy od poprawionych warunków socjalnych, co doprowadziło do zwiększenia odporności”. W dalszym fragmencie czytamy: „...ryzyko zachorowania na gruźlicę jest w większości krajów rozwijających się  20 do 50 razy większe (niż w Wielkiej Brytanii).” Zebrano wiele prawidłowych obserwacji i faktów. Są one bezsporne. Nikt nie wpadł na pewną podstawową zależność, że gruźlica może mieć coś wspólnego ze strachem, szczególnie ze strachem przed śmiercią, który często zaglądał biedocie w oczy. Być może stało się tak dlatego, że t.zw. lekarze-naukowcy byli zawsze bogatymi ludźmi. Być może nie potrafili się oni wczuć w położenie biednego człowieka. Gdyby tylko jeden z nich spróbował to zrobić, to z pewnością odkryłby również pierwszą fazę gruźlicy płuc, co pociągnęłoby prawdopodobnie również za sobą dokonanie odkrycia Germańskiej Nowej Medycyny.

Na schemacie powyżej przedstawione są wyniki oficjalnych badań statystycznych. Dosłowne tłumaczenie komentarza do schematu: „Palenie tytoniu i zachorowalność na raka płuc są bez wątpienie od siebie zależne. Jednak wskutek długiego odcinka czasu pomiędzy zwiększeniem ilości wypalonego tytoniu a powiększeniem się liczby zachorowań na raka płuc, zależność ta przez długi czas pozostawała nieodkryta. Powyższe dane pochodzą z Anglii i Walii. Pośród męskiej populacji (czarne symbole) liczba palaczy wzrosła na początku XX wieku, ale dopiero w roku 1920 zaobserwowano zwiększoną liczbę zachorowań na raka płuc. Kobiety (białe symbole od 1920 roku) zaczęły później palić dlatego u nich rak płuc występuje dopiero taraz.

Coraz więcej ognisk w płucach, traktowanych w przeszłości jako gruźlica (faza pcl), jest teraz diagnozowanych jako rak płuc. Jest to wyjaśnieniem dlaczego zmniejszyła się liczba zachorowań na gruźlicę, a zwiększyła się liczba zachorowań na raka płuc.{mospagebreak}

Jak rak oskrzeli został „przechrzczony” na raka płuc.

Przytoczony diagram jest bardzo wymowny. Ma on potwierdzać tezę, że palenie tytoniu powoduje raka. W publikacji badania Donetwilla i innych, p.t.: „Untersuchungen über den Effekt der chronischen Zigarettenrauchinhalation beim syrischen Goldhamster und über die Bedeutung der Vitamin A auf die bei Berauchung gefundenen Organveränderungen”, Z. Krebsforschung 89, s.153-180 (1977)36 są opisane następujące fakty: Spośród 6000 chomików, którym, przez całe ich życie, był inhalowany dym papierosowy, żaden nie uległ rakowi oskrzeli, ani gruczolako-rakowemu ognisku pęcherzyków płucnych. Fakt ten trzeba teraz jednak od czegoś uzależnić, aby w efekcie zdołać jednak udowodnić tezę, że palenie tytoniu powoduje raka. Taki efekt uzyskuje się przy pomocy konstrukcji dodatkowych hipotez: Nie wyodrębnia się raka oskrzeli, tylko mówi się po prostu o „raku płuc”. Rakowi płuc towarzyszą jednak: 

  • owrzodzenia rakowe nabłonka płaskiego oskrzeli, które zostaje odkryte jako  „atelaktaza”, ale zawsze dopiero w fazie pcl,

  • gruczolakorak pęcherzyków płucnych, nazywany również ogniskami okrągłymi w płucach, które widać w fazie aktywnej konfliktu. Jeżeli organizm posiada prątki gruźlicy, to w fazie pcl powstaje z niego gruźlica płuc.

  • wewnątrzoskrzelowe kubkowe komórki gruczolako-raka, który widzimy tylko fazie ca, a później tylko wówczas, gdy organizm nie dysponuje prątkami gruźlicy. Jeżeli istnieją w organiźmie te kwasoodporne prątki (tbc), to ten, zazwyczaj niewielki rak, serowacieje jako gruźlica.

  • śródbłoniak opłucnej,  którego zwykle nie zauważa się w fazie ca, w fazie pcl, przy obecności tbc: gruźlica opłucnej i zgrubienie, przy braku tbc: tzw.  wysięk nowotworowy w opłucnej

  • owrzodzenie szczątkowych łuków skrzeli w śródpiersiu, poza sercem, owrzodzenie nabłonka płaskiego. W fazie pcl cysty szczątkowych łuków skrzeli. Po wielokrotnych nawrotach stwardnienie tych cyst, tzw. centryczno-centroblastyczny „chłoniak” - Non-Hodgin.

  • przy prawidłowej czynności tarczycy, przerost nabłonka płaskiego wyprowadzających przewodów tarczycy (pozamostkowych, śródpiersiowych) – powiększona tarczyca (dopiero w fazie pcl).

Według hipotezy wszystkie „nowotwory płuc”  mają pewien związek z paleniem tytoniu. Przy czym dym z papierosów dociera tylko do oskrzeli, ale praktycznie nie dociera już do pęcherzyków płucnych. Wskutek nieznajomości drugiego prawa biologicznego w ogóle nie definiuje się tych „nowotworów”. Nowotwory wykryte w fazie aktywnej konfliktu zostają "mieszane" z pseudo-nowotworami wykrytymi w fazie pcl, które są pozostałością po niekompletnym zserowaceniu narośli przy pomocy prątków gruźlicy, albo podczas gruźlicy.) Takie wyniki mogą tylko wprowadzać w błąd!  

Nie uwzględnia się zależności pomiędzy rakiem i gruźlicą. Dziwnym jest fakt, że nikt nie zauważył, iż wraz ze zmniejszającą się liczbą przypadków zachorowania na gruźlicę, rosła równocześnie liczba okrągłych ognisk w płucach, czyli raka płuc. Rozbieżność tę widać dobrze, gdy się porównuje Indie, gdzie (patrz schemat) występuje 25 przypadków „raka płuc” na 100 tyś. mieszkañców oraz Europę, gdzie liczba ta sięga 100 przypadków w tej samej skali (dane stat. dla mężczyzn). Za to liczba zachorowań na gruźlicę w Indiach jest 20-50 razy większa, jak w Europie.

Stworzono hipotezę o  „stanie utajonym” i mówi się, że dym tytoniowy musi być inhalowany przez 20 lat, żeby miał znaczący wpływ na powstanie raka. Jednocześnie, za pomocą tej samej hipotezy, odsuwa się na przyszłość konieczność udzielenia odpowiedzi na wiele zagadek, w przekonaniu, że odpowiedzi na nie trzeba będzie szukać dopiero za 20 lat. Z powrotem do naszego diagramu: zmniejszenie się liczby zachorowań na raka płuc w latach 1920-1940 została prawdopodobnie osiągnięta przy pomocy udoskonalonej diagnostyki rentgenologicznej (wykryte przypadki zawierały przypuszczalnie atalektezy oskrzelowe). Po 1940 roku na ilość wykrytych przypadków ma wpływ dalsze polepszenie metod diagnostyki, oraz malejąca liczba przypadków gruźlicy. Przedmiotowa krzywa urywa się w tajemniczy sposób na latach 1970-72. Fenomeny występujące od tamtych lat nie dają się łatwo wytłumaczyć, ponieważ od 1970 roku maleje zużycie tytoniu. Powinien temu towarzyszyć spadek ilości zachorowań na raka płuc, ale tak nie jest. Dalszym błędem jest nieuwzględnienie piramidy wiekowej. Na raka oskrzeli i nowotworowe okrągłe ogniska w płucach zapada więcej ludzi w podeszłym wieku, jak ludzi młodych. Bierze się jednak pod uwagę tylko ilość zachorowań na raka płuc u pewnej określonej grupy ludzi i w pewnym, określonym przedziale czasowym. Wiadomo jednak, że przeciętna wieku wyraźnie wzrosła. Dla grupy 65- do 85–letnich mieszkańców nie mamy właściwej grupy porównawczej z przeszłości.  

„Statystyka” sporządzana za pomocą ankiet

Ostrzegam przed analizą wyników badań uzyskiwanych przy pomocy ankiet, w których pacjenci muszą odpowiedzieć na pytanie, czy w określonym przedziale czasu przeżyli konflikt duchowo-biologiczny (odczuciowo-biologiczny). Jak już wiemy z Germańskiej Nowej Medycyny, „utrata partnera” nie musi być koniecznie przyczyną uderzenia DHS® i powstania towarzyszącego mu konfliktu biologicznego, ważny jest bowiem sposób, w jaki  doznamy odczucia tej utraty, a w szczególności, w jakim stopniu zaskakująco  i nieoczekiwanie taka utrata nas dotknie. Możemy przyjąć jako pewnik, że prawie wszystkie statystyki są, pod względem danych o odczuciach ankietowanych, całkowicie bezwartościowe. Szczególnie w tych przypadkach, kiedy chce się powiązać odczute przeżycia z tzw. chorobami. W celu ujęcia statystyką ludzi niepalących wymyślono pojęcie tzw. biernego palacza, który wdycha około 1200 rozmaitych chemikaliów, które normalnie zawiera dym tytoniowa, a które mogą się również znajdować we wdychanym powietrzu.

„Statystyka przypadków pozytywnych”

Stale kierowane są pod moim adresem ze strony medyków wszelkiej maści żądania przedstawienia dokumentacji moich „najlepszych przypadków”, „udokumentowania sukcesów”. Wówczas każdy z nich mógłby wyciągnąć z kieszeni swoich 20 „udokumentowanych sukcesów” i przyrównać swoje metody do innych. Nie zmieniłoby tego obrazu pojawienie się jeszcze 10 następnych terapeutów z ich „osiągnięciami”, bo każdy byłby po trosze przekonany, że właśnie jego terapia przynosi przeważnie sukcesy. W naukowo-przyrodniczym, opartym na biologicznych prawach, systemie nie może być mowy o sukcesie, albo fiasku terapii. Działa on bowiem, jeżeli opiera się o biologiczne prawidłowości, w sposób przymusowy i zawsze, nawet wówczas, gdy terapia zakończy się fiaskiem. Także to fiasko jest konsekwencją działania omówionych czterech biologicznych praw Germańskiej Nowej Medycyny.

Dr Ryke Geerd Hamer

Germańskiej uczymy się dla siebie!

Program Edukacyjny przeznaczony jest dla osób spoza działalności terapeutycznej.
Naszą grupą docelową jest komórka rodzinna.
  Włączanie Germańskiej w jakąkolwiek alternatywną tzw. terapię, prowadzoną przez absolwentów naszego Programu Edukacyjnego powoduje wyłączenie z naszej społeczności Germańskiej oraz zablokowanie dostępu do naszego portalu.
Zobacz:
Naszym zadaniem jest rzetelny przekaz wiedzy Germań
skiej

Odwiedza nas 109 gości oraz 2 użytkowników.

Dystansujemy się od wszelkich ugrupowań czy terapeutów "stosujących" w swojej  działalności gospodarczej wiedzę Germańskiej. Dziś nie jest możliwe prowadzenie terapii zgodnie z wiedzą Germańskiej, a więc powoływanie się sog. terapeutów czy lekarzy na tę wiedzę służy wyłącznie zwiększeniu liczby własnych pacjentów.

Nic Ci nie dolega?
Tym lepiej!!
Zacznij naukę już teraz!
Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia świadome korzystanie z
Germańskiej Heilkunde.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć...

Dostępne materiały z seminarium